RSS
piątek, 26 lutego 2010
Traumy

Traumy

Coś grzebałam ostatnio w sieci w związku z moją znaną obsesją zdrowia, wykorzystaną przez znajomą, która nagle zapragnęła ton wiedzy na temat testów Quickvue, którym, jak wiecie, jestem za uratowanie zdrowia Janka niezmiernie wdzięczna. Natknęłam się na taki... hmm, dość paskudny obrazek...



Strasznie mnie jakoś ruszyło, zwłaszcza, że dzieciak też Jaś, więc wiadomo, jak odrazu się zimno człowiekowi robi... Od razu obejrzałam sobie dyskretnie mojego Janka, czy aby nie pokasłuje, ale żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazują na to, by cokolwiek mu było. Z jednej strony: uff, z drugiej - jakoś trudno mi się otrząsnąć. Dlaczego prawie nic się o tym nie mówi? Ech, jednak ta nasza Polska ciągle zacofana, jakoś nie przechodzą głosy o ważnych rzeczach, a rozdmuchuje się ptasią czy tam świńską grypę do granic możliwości... Przydałaby się jakaś porządna kampania społeczna, serio...

17:00, magda.kunicka
Link Komentarze (2) »
środa, 24 lutego 2010
Magda potworek

Krótka dyskusja z Mamą Pietruszki na temat męskiej przyszłości naszych małych synów obudziła we mnie malutki niepokój. Wyobraziłam sobie siebie w roli teściowej i doszłam do wniosku, że chyba nie bardzo się nadaję. Partner mojego dziecka musiałby spełnić jakieś nieprawdopodobne wymagania, a przecież zawsze uważałam się za liberalną, wyrozumiałą osóbkę, której nie interesuje czy ktoś obejrzał całą Nową Falę. Oj, chyba trzeba się szybko terapeutyzować i codziennie powtórzyć siedem razy przed lustrem: "Nie będę stawiać innym ludziom zbyt wysokich wymagań". Najgorsze, że przecież już niedługo zacznie się Janowa formalna edukacja, mam nadzieję, że nie będę jednym z tych potworów, które kręcą nosem na przyniesioną przez dziecko tróję. Ale chyba nie. Za bardzo tego Jana mojego po prostu kocham. Może być sobie listonoszem. Co innego potencjalna parnterka ;)

13:27, magda.kunicka
Link Komentarze (2) »
piątek, 19 lutego 2010
Słowa i rzeczy

A propos ostatniego wpisu.

Kompetencje językowe mojego syna rozwijają się z dnia na dzień, co mnie, osobę, która poniekąd z nich żyje, niebywale cieszy.
Dziś użył słowa "wyrafinowany". W kontekście gry, którą zaproponowała w przedszkolu pani od angielskiego. Zaskoczyło mnie to, ale nie dałam po sobie nic poznać, choć wybadałam po cichu, czy używa słowa w odpowiednim znaczeniu. I owszem, wygląda na to, że rozumie je tak jak ja :) Ech, dzieci. Ich rozwój ma w sobie coś przerażającego. Trochę mi straszno kiedy pomyślę o tym, że kiedyś będzie dorosłym mężczyzną... Byle nie dotkniętym kompleksem Edypa ;)

17:39, magda.kunicka
Link Komentarze (4) »
środa, 17 lutego 2010
Dzieci i ludzie

O, i niby wyszło słoneczko. Z drugiej strony, jak sobie wyobrażę co się stanie jak to wszystko stopnieje,  marzę o najszczelniejszych kaloszach świata...

Tymczasem - Janko zaczyna być już chyba w wieku, w którym zawraca się kobietom w głowie. Przynajmniej tak wnioskuję po wczorajszym spotkaniu ze znajomą, która nie mogła przestać go głaskać i przemawiać do niego czułym, nieco niemądrym głosem. (Mam nadzieję, że nie czyta mego skromnego bloga, ech ;)) Zawsze byłam zwolenniczką teorii, że dzieci należy traktować poważnie, w związku z tym - mówić do nich jak do normalnych ludzi. Niestety, nie jest to najwyraźniej zbyt popularny pogląd; poza tym ludziom na widok dzieci coś  dziwnego dzieje się z głową i z dowcipnych, inteligentnych znajomych robią się sepleniącymi dziwakami, których ulubionym słowem staje się "kaczuszka".
Też tak miewam, tym bardziej mam prawo się śmiać :P

13:55, magda.kunicka
Link Komentarze (6) »
piątek, 12 lutego 2010
obrazy

Zachwycona dzisiejszą temperaturą, przechadzałam się radośnie po ulicy bez czapki. Przechodnie uśmiechali się ze zrozumieniem, niektórzy sami odrzucali berety, uszanki i ciepłe kapelusze. Dzieci tańczyły formując niewielkie kółeczka, kilkoro z nich miało na głowie kwiatowe wieńce, jakby zapowiedź wiosny.
Zwierzęta zbliżały się do nich bez strachu, niektóre dotykały pyszczkami twarzy dzieci, które tuliły się do futra.
Mężczyźni przynieśli ogromny stół, który zastawili mnóstwem mięsa, owoców i wszelkiego rodzaju ciast. Kobiety rozlały wino. Wszyscy wydawali się zaróżowieni i szczęśliwi. Większość śpiewała.

Tak sobie człowiek wymyśla, jak wraca ze spaceru.

14:26, magda.kunicka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 lutego 2010
Fantazje

Sentymentów ciąg dalszy, ale już oswojonych, przez internet przefiltrowanych...


A tak poza tym staram się wyobrażać sobie, że jestem bogatą amerykańską gospodynią domową, która po powrtocie od fryzjera i kosmetyczki grzeje sobie nogi przy kominku. Fantazjowanie, wbrew pozorom, nie wzbudza we mnie specjalnej frustracji - wręcz przeciwnie - przynosi jakiś dziwny rodzaj uniesienia, jakby część tego, co sobie wymyślę przechodziła magiczną drogą na to, co naprawdę ma związek z moim życiem...
Kiedyś już chyba była tu rozmowa o gadaniu samej do siebie, robieniu min, ale dziś posuwam się dalej, stwarzam sobie pełną scenografię wyłącznie mocą wybraźni...
Nie, nie piłam dziś niczego poza kawą. Bez prundu :)

13:35, magda.kunicka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 04 lutego 2010
Sentymentalnie

Zrobiłam sobie dzisiaj sentymentalną przyjemność i obejrzałam zdjęcia z kawałka naszego francuskiego życia. Nie powiem, zatęskniłam. Nie żeby tutaj było mi jakoś źle... Ale zaraz pomyślałam o Jaśku. Nie jest jeszcze co prawda na tyle dorosły, żeby rozumieć życie... (jakby ktokolwiek z nas był...) ale doszłam do wniosku, że jednak nadzwyczaj spokojnie przyjął do wiadomości zaistniały stan rzeczy. Odkąd przyjechaliśmy, zajął się szukaniem nowych kolegów, urządzaniem swoich zabawek i myślami o nowym przedszkolu. We Francji też zostawił znajome dzieci, przedszkole, dom – jedyny jaki znał. Im więcej nad tym myślałam, tym większe zaczęły mną targać wyrzuty sumienia. Owszem – my wróciliśmy do Polski, on wyjechał z Francji. Niby to samo, a jednak... Jaśko nie wydaje się z tego powodu smutny, zapytałam go o to dziś po raz kolejny, ale nadal siedzi we mnie jakiś chochlik, który podpowiada, że swoją decyzją coś mu odebraliśmy. Nie sądzicie, że złośliwiec może mieć trochę racji?

16:28, magda.kunicka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 02 lutego 2010
Dumne "złe matki"?

Zaintrygowały mnie ostatnio pojawiające się w Internecie informacje o ruchu Bad Mothers. Trochę się zdziwiłam, bo też nie prasuję ubranek Jaśka z obu stron, czasem nawet cieszę się, że ogląda telewizję, zostawiając mi część czasu tylko dla siebie, a czasem mam takie dni, że najchętniej widziałabym nas oboje z wyciągniętymi przed telewizorem nogami, podjadających okrutnie niezdrowe chipsy i pijących okrutnie niezdrową colę, którą to Janek uwielbia... A mimo to nie czuję się złą matką. Nie mam też potrzeby afiszowania swoich wad we wszelkiego typu miejscach to umożliwiających i za wszelką cenę udowadniania, że "też muszę mieć swoje-życie i żadne dziecko nie jest w stanie tego zmienić". Po prostu jestem matką i już. Kocham nią być :) A Jankowi chyba taki nasz układ odpowiada...

12:58, magda.kunicka
Link Komentarze (5) »
sobota, 30 stycznia 2010
Takie małe nieporozumienia ;)

Ech, inspiruje ten mój blog, inspiruje ;) Miło, że przede wszystkim w kwestiach zdrowotnych, acz również humorystycznych. Historia o niefortunnej pomyłce zawarta w jednym z ostatnich komentarzy bardzo mnie rozśmieszyła, jej slapstikowość mogłaby zostać wykorzystana do stworzenia dowcipu opowiadanego przy barze. Niestety, rzadko ostatnio bywam w barach, więc w ten sposób dalej nie podam... Ale test Quickvue na anginę już zawsze będzie mi się kojarzył z poczatkowymi objawami ciąży, zamiast antybiotykami ;) Zresztą tradycja ustnego przekazu dowcipów jakoś zanikła i od bardzo dawna nie słyszałam niczego, co rozbawiło by mnie jak te stare dobre historyjki o Polaku, Rusku i Niemcu albo inne tam śmiesznostki. Może ktoś coś słyszał?
Ostatnio znajomy uraczył mnie tylko czymś takim:
Przychodzi facet do dentysty.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc - pyta lekarz.
- Dzień dobry, panie doktorze, wydaje mi się, że jestem ćmą - odpowiada facet.
-Chm... Wie pan, to może lepiej do psychiatry...
-Wiem, ale u niego było ciemno, a tu u pana tak się ładnie paliło...
Trochę się śmiałam, ale ja jestem jednak staroświecka.

A miało być o zdrowiu :)

18:56, magda.kunicka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 stycznia 2010
Malarz artysta czy pokojowy...

Piękny czas - mroźno, a więc bezwirusowo. Janek już od dłuższego czasu cieszy się wspaniałym zdrowiem, co mnie bardziej niż cieszy. Tak mi się dzisiaj przypomniało, bo przeczytałam gdzieś tak humorystycznie ujętą zależność między temperaturą na dworze, niezadowoleniem rodzica i niechorowalnością małej młodzieży :) Gdzieś w internecie jak znam siebie...
Janek wrócił z przedszkola z zaróżowionymi policzkami, ślicznymi jak jabłuszko i stwierdził, że nie chce już być listonoszem tylko malarzem. Zapytałam delikatnie czy artystą malarzem czy też malarzem pokojowym. Janek zamyślił się i nie powiedział nic. Myślę, że obie opcje wchodzą w grę :)
Rozwija mi się dziecko, coraz więcej planów, coraz więcej introspekcji... Niedługo posypią się prognozy na przyszłość. Z jednej strony miło, z drugiej - trochę straszno...

14:56, magda.kunicka
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6